
Tadeusz Kościuszko
Żołnierz, inżynier, poszukiwacz przygód. Zmagał się z ciężkim zespołem stresu pourazowego, pił zdecydowanie za dużo kawy, co chwilę pakował się w tarapaty i przez pięć lat po triumfalnym powrocie z Ameryki nie mógł znaleźć godnej roboty we własnym kraju. Wedle świadków, był wyjątkowo życzliwy i łagodny w kontaktach osobistych. Rekompensował to na polu bitwy, gdzie zamieniał się w krwiożerczą bestię.
Dziś uważany jest za bohatera narodowego większości państw, które wyrosły z korzeni dawnej Rzeczpospolitej Obojga Narodów, a także Stanów Zjednoczonych, gdzie spędził niemal dziesięć lat. Mawiano o nim „ostatni rycerz Rzeczpospolitej, pierwszy jej obywatel”.
Po śmierci zmienił się w postać na wskroś pomnikową. Mianowano go patronem niezliczonych szkół i ulic.
Nie byłby z tego zadowolony.




